A kiedy zobaczę efekty działania olejków?

A to zależy.
Jeśli się oparzysz i zastosujesz lawendę, to efekty działania zobaczysz, ba! poczujesz, niemalże od razu. Gdy boli Cię głowa i posmarujesz miętą czy deep blue – to zwykle po kilku minutach. Infekcja ucha może się skończyć po 1-2 dniach. Bo to są sytuacje, gdy działania spodziewamy się tu i teraz. I jeśli mamy olejki pod ręką, to możemy szybciutko zadziałać i jest WOW!
Ale czasem jest tak, że mięta nie pomoże. I co wtedy? Nie działają? Działają. Tylko Twój organizm potrzebuje czegoś innego. Może kadzidło?
Wróćmy do czasu przed olejkami. Gdy bolała Cię głowa i nie pomogą jedna tabletka, to co robiłaś? Podważałaś działanie syntetycznych pigułek? Nie, wzięłaś inną i w końcu trafiłaś na takie, które już zawsze miałaś w torebce. Ja mam zawsze przy sobie miętę, deep blue, dziką pomarańczę, zen gest, on guard i lawendę. Bo nigdy nie wiem, co się wydarzy i komu będę mogła pomóc. A! Jeszcze Stronger. Bo lubię ładnie pachnieć. Ale skład zmienia się od sezonu, pogody i tego co zamierzam robić w danym czasie.

Jednak czasem na efekty działania olejków trzeba zaczekać. Długo.

Jeśli wypadają Ci włosy, czy masz grzybicę albo po prostu Twoja odporność leży i kwiczy, to na efekt trzeba zaczekać.
Takie życie. Nic wielowymiarowego nie zmienia się w oka mgnieniu. Brzmi znajomo? Może brutalnie – ale jeśli o coś nie dbamy, to się powoli, powoli rozpada. Ups.
Ale jeśli się przebudzamy i zaczynamy rozumieć, że tylko sami o siebie możemy zadbać i absolutnie nie może to czekać na „to od jutra zacznę”, efekty przychodzą zawsze. Pytanie tylko na ile chcemy się zaangażować w dbanie o siebie, na ile jesteśmy w stanie uczciwie przyznać, że jednak nawaliliśmy w niektórych obszarach i trzeba posprzątać.
Czy trzeba olejkami? Nie. To dlaczego mówię o nich? Bo je sprawdziłam i widzę efekty. Na sobie, swojej rodzinie, klientach.  A poza tym w pewnym momencie zrozumiałam, że tylko zwrot w stronę natury daje nam gwarancję pełniejszego życia. Marzę, by stało się to globalnie.

To jak działać?

Co rano piję wodę z miodem i olejkami cytrusowymi, a wieczorami smaruję sobie i dzieciom stopy mieszanką OnGuard lub Stronger. I na przestrzeni tych 4 lat, widzę, jak nasza odporność się wzmacnia. Najpierw męskie przeziębienia mojego męża ograniczyły się z 4 do 3 razy w roku, później do dwóch.  Teraz gdy coś go bierze, to po 2 dniach staje na nogi. A jak coś mu strzyka, to mówi, weź posmaruj… To mój największy sukces! Bo on, jak większość, też nie wierzył w moc olejków.
Nasze dzieci nie chorują. Olejki i brak cukru to najlepsze połączenie dla maluchów. Rozczulam się, gdy przychodzą i mówią: mamo, mam ranę! Potrzebna lawenda! Mamo, posmaruj brzuszek. Mamo, chcę aby ładnie pachniało mi na noc, włącz słonika (słonik to dyfuzor Niny).
Ale to był proces, na który byliśmy gotowi. No dobra, ja byłam gotowa i go różnymi drogami wdrażałam w naszej rodzinie. I nie żałujemy, że nie rzuciliśmy tych olejków w cholerę! Choć czasem nie było łatwo, gdy wszyscy dookoła chcieli sięgać po doraźne środki, nie ufając w moc natury. Jednak śmiało mogę ogłosić zwycięstwo.
W to, że będę mogła ogłosić sukces w pracy, też wątpili. Wtedy się smuciłam, i złościłam, ale dziś się z tego śmieję.
Dla mnie kluczem w dbaniu o siebie jest przede wszystkim wzmacnianie tego, co już dobrze działa. I dopiero w drugim kroku naprawianie tego, co się popsuło. To tak jak z talentami – rozwijam to, w czym jestem świetna, a jak mam przestrzeń, to troszkę ulepszam to, co nie jest najmocniejszą stroną. Ale tylko wtedy, gdy mogę mieć z tego jakiś pożytek. Wiem, odwrotnie niż nas uczono całe życie. Masz piątkę z biologii, to zajmij się matematyką, bo tam masz tróję… I nikogo nie obchodziło, że chcę być weterynarzem.
A tu odkryłam, dzięki olejkom, dzięki tej formie pracy, że to bez sensu. Więc to zmieniam. I efekty są spektakularne. O, taka dygresja.

A jak jest z emocjami?

Trudno.  Nie ma co czarować. To temat rzeka, ale olejki lepiej się sprawdzają, szczególnie długofalowo, niż czekolada. Albo inne używki. Ni tylko dlatego, że nie uzależniają, ale też pomagają złapać inną perspektywę. Przetestowałam. Czasem jest tak, że jedna kropla Adaptiv odpuszcza napięcie, a w innej sytuacji na efekty muszę czekać i 3 dni się „kąpię” w Console czy Forgive. Ale dzika pomarańcza zawsze wywyiłą uśmiech na twarzy. Nawet jak się tylko o niej pomyśli. Spróbuj.
Na to co odczuwamy i jak to interpretujemy wpływają miliony czynników.
Najważniejsze moim zdaniem to się zatrzymać w tych nieszablonowych sytuacjach. I sięgnąć po dany zapach i pobyć z nim, ale przede wszystkim pobyć ze sobą. I tu mamy najlepsza, najszybszą i najskuteczniejszą metodę: bierzemy oleje, rozcieramy kroplę w dłoniach i oddychamy głęboko. Jest moment zatrzymania, jest świadomy oddech i jest aromaterapia. A wiecie już, ze zapachy potrafią w mózgu zrobić niezłe zamieszanie, ale i na szczęście porządek.
Umówmy się, nic nie jest w stanie ukoić żalu, rozprawić się z traumami czy zmienić w 3 sekundy nastrój o 180 stopni, jeśli same nad tym nie będziemy pracować. Jednak widzę po sobie, że aromaterapia niezwykle pomaga nam wejść w te procesy.
Kto mnie dłużej zna, to wie, że byłam olejkową sceptyczką od emocji. Bo pozornie łatwiej było trzymać trupa w szafie. I… jak olejek, którego używam, wybaczcie do sprzątania sedesu, mam mi uporządkować głowę i serce…? Znacie to?
Ale gdy świadomie zaczęłam się sobie przyglądać, szukać pomocy, opiekować się sobą, to przyznaję, że bez olejków bym nie przeszła przez mętlik emocjonalny. Pierwsze zderzenie czołowe miałam podczas połogu. A, zobaczę czy zadziałają na ten emocjonalno-hormonalny rollercoaster… I przez moment głupio mi się zrobiło, że wątpiłam… Ale wątpiłam dalej i dalej sprawdzałam, żeby mieć jakąś statystykę na to. I statystyka wygrała.
Jeśli może coś pomóc mi wypuścić napięcie z ciała i ducha, to po prostu trzeba zaufać i odkręcić jedną, drugą, trzecią buteleczkę. I wracać do nich, aby w naszych głowach zaczęły tworzyć się też nowe – pozytywne wzorce o nas samych.
Może uznacie to za naiwne, ale ja głęboko wierzę, że możemy zmienić świat na lepsze. I tu jedna próbka, tam jedna kropelka, tu olejki, tam spotkania i widzę, że Was – świadomych kobiet przybywa i przybywa.

Dlaczego poruszam ten temat?

A dlaczego nie? 😉 Trochę z lenistwa. A trochę z przekory. Z lenistwa, by mieć narzędzie, aby wysłać odpowiedź na pytanie zadane na górze, by nie tłumaczyć od nowa. Za bardzo cenię sobie czas i co się da, to automatyzuję. Dlatego też odnoszę sukcesy w tej branży. A z przekory…? Bo wiem, jak wielu ludzi jeszcze boi się zaufać naturze, zaufać przyjaciołom, zaufać tym, którzy olejków używają. Bo wiedzą lepiej, choć nie spróbowali. A nie można wygrać medalu na olimpiadzie, nie podnosząc tyłka z kanapy, trening sam się nie zrobi. Wiem, że w pokazywaniu naszej codzienności jest magia. Wiele osób często chętniej sięga po olejki, gdy mówię o swojej drodze, o swoich wątpliwościach. Jakby moim potknięciem ufali bardziej niż badaniom naukowym. Ale jeśli to Wam pomaga, to jestem. Ale jeśli absolutnie nie trafia to do Ciebie, to nie sięgaj po olejki. Nie, nie. Daj szansę na zdrowsze życie innym. 😉 Bo co będzie, jeśli się zakochasz? 😉

Zatem… efekty działania olejków przede wszystkim zależą z tego, czy ich używamy i profilaktycznie i doraźnie.  Jak będą stały nietknięte, to nic się nie zmieni. To tak jak z orbitrekiem, z którego robimy wieszak. A jak będziemy an nim ćwiczyć chociaż minutę dziennie i jeśli będziemy zużywać tylko jedną kroplę olejku na dobę, to tak czy siak, w końcu zobaczymy efekty.

A kiedy zobaczę efekty pracy i będę dużo zarabiać w olejkowym biznesie…?

Na to pytanie odpowiedź będzie w kolejnym teksie na blogu! Już dziś zapraszam!