Kojący, wygodny i skuteczny sztyft Deep Blue – czy potrzebujemy czegoś więcej, by nasza aktywność fizyczna, przed która często zwiewamy gdzie pieprz rośnie, weszła na poziom wyżej? A później jeszcze wyżej i wyżej? Dla zdrowia oczywiście. Dlaczego warto go mieć i używać, bo przecież samo posiadanie nic nie zmieni, przeczytacie poniżej.

Czym jest sztyft Deep Blue?

Sztyft Deep Blue, to, potocznie mówić, smarowidło do ciała, zapakowane w wygodną tubkę, by łatwiej było je aplikować. Oczywiście nie jest to krem upiększający, ale specyfik na wszelkie rodzaju łamanie w kościach czy zakwasy. Ale też… uwaga, uwaga… specyfik, który pomoże nam uniknąć bolesnych konsekwencji nagłego ataku na sport.

Ale kluczowe jest to, z czego to mazidło jest zrobione. Składnikami aktywnymi są olejki eteryczne z certyfikatem CPTG (Testowana Certyfikowana Czysta Jakość), które znamy z mieszanki DeepBlue oraz olejek Copaiba. Czyli co? Olejkowo mocny skład:

  • olejki z rodziny miętowych: mięta kanadyjskiej (Mentha canadensis), mięta cytrynowa (Mentha citrata), mięta pieprzowa (Mentha piperita) – to im zawdzięczamy ten kojący chłodek na skórze po wysiłku. Sportowcy, nie tylko profesjonalni oczywiście, uwielbiają olejki miętowe, bo ich komponenty chemiczne, głównie mentol, wspierają one natlenienie organizmu, ułatwiają oddychanie i podnoszą wydajność;
  • niegdyś bazę tej mieszanki był olejek olejek z liści golterii, znany jako Wintergreen. Jednak od prawie 2 lat, w ślad za zmianami prawnymi w UE, które nie dopuszczają w produktach tak wysokiego stężenia salicylanu metylu (głównego składnika olejku z golterii), który jak wiemy jest niezwykle silnym, przeciwbólowym związkiem, teraz wintergreen jest w minimalnej, dozwolonej dawce, ale i tak robi swoje. Natomiast, jego miejsce w czołówce olejkowej zajął:

olejek z rozmarynu (Rosmarinus officinalis)

Cieszę się z tej zmiany, bo mogę też mikro dawki dzieciom aplikować. Jednak Wintergreen (dostępny w UK!) był dla nich zdecydowanie za mocny, nawet w rozcieńczeniu. A wiadomo, bezpieczeństwo przede wszystkim!

Jednak gdy zerkniemy na skład chemiczny olejku rozmarynowego, to widzimy, że wykazuje on dużo „naprawczych” właściwości. A nam o to chodzi, by po wysiłku fizycznym czy jakimś niefortunnym zderzeniu/ uderzeniu, nasze ciało jak najszybciej się regenerowało. Główne składniki chemiczne to: 1,8-cyneol (eukaliptol), a-pinen, kamfora. Te związki znajdziemy w wielu różnych preparatach, z uwagi na ich działanie przeciwzapalne, przeciwbólowe, chłodzące i rozgrzewające (uwielbiam to połączenie 2w1 dla obolałego ciała), regenerujące, antyseptyczne.

Dodatkowo, wspaniały zapach rozmarynu sprzyja… koncentracji! Tak, łatwiej wtedy będzie nam skupić się na tym co mamy do zrobienia i po prostu biec przed siebie! Polecam Wam też przy okazji, używanie olejku rozmarynowego podczas pracy czy nauki. Łączę go z dyfuzorze z olejkiem cytrynowym (po 2-3 krople), do tego kropelka mięty i mój umysł przeskakuje w tryb efektywnej pracy!

Co jeszcze?

Ponadto znajdziemy w składzie także olejek z anyżu gwiaździstego, z liści eukaliptusa gałkowego, rumianku czy znany nam bardzo dobrze olejek z drzewa herbacianego. Wspierają one dodatkowo nasz układ oddechowy, oraz dbają o zdrowie skóry.

Nie można przejść obojętnie obok dwóch nietuzinkowych olejków: kocanki włoskiej i wrotyczu marokańskiego. Z radością odsyłam Was do osobnych wpisów o ich właściwościach i zastosowaniach! A tu dorzucę tylko 2 zdania.

  • wrotycz marokański, czyli nasz olejek Blue Tansy – dzięki składnikowi o nazwie chamazulen – wrotycz słynięcie tylko z pięknego niebieskiego koloru, ale przede wszystkim z silnych właściwości przeciwzapalnych. Natomiast
  • kocanka, inaczej Helichrysum – to mój ratunek, gdy zdarza się (na szczęście rzadko, a wręcz coraz rzadziej), że wstaję i nie mogę się wyprostować… zawsze stawia mnie do pionu. W ostatnie wakacje wielokrotnie sprawdziła się jako natychmiastowy plasterek, który tamował krew przy różnego rodzaju rozcięciach. Myślę, że bokserzy powinni mieć ten olejek zawsze przy sobie.

Do tej pory, gdy stosowałam mieszankę olejków DeepBlue dodawałam zawsze odrobinkę olejku Copaiba. Dlaczego, bo zadziewa się tu niesamowita synergia, bowiem copaiba sprawia, że pozostałe olejki działają z większym rozmachem, wydobywa z nich ich moc na 100%. I przynosi ulgę jeszcze szybciej. Teraz w sztyfcie, copaiba jest już jednym ze składników. I myślę, że to dlatego, podczas różnych imprez sportowych, można zobaczyć profesjonalistów, którzy częściej sięgają po sztyft niż po prostu po rollon z olejkami.

A to, że ten sztyft się ładnie rozsmarowuje, dobrze wchłania zawdzięczamy temu, że olejki są wkomponowane m.in. w olejek z kokosa, skrobię z tapioki czy wosk z nasion słonecznika. Skóra staje się miękka w dotyku i nie jest tłusta.

Jak stosować sztyft Deep Blue?

Najważniejsza wiadomość: to jest sztyft wyłącznie do użytku zewnetrznego, do aplikacji na skórę. Tylko! Nie jemy go!

Odkąd 2 lata temu spróbowałam Deep Blue w formie sztyftu – przepadłam. Raz, że jest już z copaibą i nie trzeba nic mieszać. A dwa… jest super do stosowania na większe powierzchnie skóry, bo nie brudzi rąk! Żeby nie było, uwielbiam maść i często ją stosuję. Ale niestety cierpię na dziwną przypadłość – brudne ręce, więc w drodze do łazienki trzeba dotknąć oka. Nie pytajcie. Nawet okulary nie są wystarczającym zabezpieczeniem. Podzielę się z Wami moimi najczęstszymi zastosowaniami, ale dobierzcie je do swoich potrzeb, aktywności i ogólnego samopoczucia. Może będziecie potrzebować ciut mniej albo ciut więcej.

Gdy coś uwiera…

Wtedy jest to oczywisty wybór, bo po co się męczyć, skoro można w bezpieczny sposób, naturalnymi substancjami, złagodzić ból. Czy źle spałam, czy coś nadwyrężyłam, czy zamknęły się na mnie drzwi od auta… różne rzeczy się zdarzają. Czy dzieci ćwiczyły skoki z murku albo się naprawdę niechcący kopnęły po 5 razy… Po prostu biorę sztyft i smaruję miejsce, które wymaga szczególnej opieki. Więc na doraźne zastosowanie się sprawdza bardzo.

Gdy nie mierzę sił na zamiary…

Zdarza Wam się czasem mieć tak wysokie mniemanie o swoje kondycji, że żadna wyprawa czy zabawa nie są Wam straszne? Mnie się czasem zdarza. Choć im starsza jestem, tym większą mam w sobie pokorę. Jednak gdy fantazja mnie poniesie i już czuję, że przegięłam, to nie czekam, aż ciała zaleją spazmy bólu i stanę się jednym chodzącym zakwasem. Od razu smaruję tam, gdzie spodziewać się mogę odwetu od organizmu za siano w głowie i bezmyślność. Wtedy przeciągam sztyftem gdzie trzeba i dodatkowo rozmasowuję.

Gdy jest dużo ruchu. Zaplanowanego.

Jednego lata wybrałam się z dziećmi w Tatry. Dla nich to był pierwszy raz, więc zdecydowanie program chodzenia był lekki. Ale nie oszukujmy się, nawet dla takich małych nóżek Nosal czy Sarnia Skała są wyzwaniem. Szczególnie, gdy skalne stopnie są zdecydowanie wyższe niż schody na piętro. No i kilometrów natrzaskaliśmy. Ale żadnego dnia nie było jęczenia. Po powrocie ze szlaku, szybki prysznic i od stóp po bioder przejazd sztyftem i mały masaż. I rano, przed wyjściem też. I troszkę na plecki, bardziej ramiona/ barki, bo przecież sami nosili swoje plecaki z bidonami. Za nami już wiele szczytów, szlaków i zawsze jest z nami ten sztyft.

I gdy sama się wybieram na dłuuuugą wycieczkę, albo wracam na ściankę po dłuuuugiej nieobecności, to przed wysiłkiem odrobinkę przejadę sztyftem po ciele. I tak samo jak wracam. To jest niezwykle odprężające, kojące poczuć, jak nasz organizm się bezboleśnie regeneruje. Za chwilę ruszamy na narty – zgadnijcie co będzie w naszej podróżnej apteczce?

Gdy jest ciężki dzień…

to się wszystkie troski i kłopoty kumulują w karku, ramionach czy biodrach. Czy gdziekolwiek jeszcze, każdemu według natury. Wiele lat temy zrozumiałam, że ból nie uszlachetnia, więc teraz nie robię już z siebie ofiary, że dam radę, że zaraz przejdzie, że poużalajcie się nade mną. Po prostu stosuje DeepBlue do rozluźniającego masażu. A przy okazji ten zapach działa tak, że na ból istnienia się troszkę rozmywa. Czasem wystarczy posmarować na wieczór stopy, aby sobie wszystko z nas spłynęło. Szukajcie tego miejsca, które jest najbardziej obciążone i dajcie sobie pozwolenie na ulgę.

To „kosmetyk”, który warto mieć w domu!

Podoba mi się mała forma sztyftu, bez problemu przechodzi przez kontrolę na lotnisku. A przy tym jest naprawdę wydajny i nie zostawia tłustego śladu na skórze. Z zachwytem oglądałam też wywiady ze sportowcami, którzy testowali ten sztyft i jak ja podniecali się prostą formą aplikacji. Oczywiście dzielili się też wzrostem wytrzymałości, szczególnie gdy aplikowali przed treningiem czy szybszą regeneracją, gdy aplikowali po treningu. Jestem przekonana, że tu swoje też robi mięta pieprzowa w tym składzie, bo ona świetnie wspiera funkcje tlenowe w organizmie.

Odwagi, ruszajmy się (rekreacyjnie!), bo nasze organizmy tego potrzebują!

Najlepszego dla NAS,

Kinga.

To, czym się z Wami dzielę, to doświadczenia moje i moich klientek! A tworzymy naprawdę ogromną, kilkutysięczną społeczność! Sięgam też do literatury i różnych opracowań badań naukowych, by dać Wam najlepszą wiedzę, na jaką mnie stać! Korzystajcie! Tylko proszę, jeśli coś Wam dolega, nie diagnozujcie się sami! Korzystajcie z olejków jako wsparcia, bo mają moc, ale żeby wiedzieć których użyć, najpierw musimy wiedzieć na co mają nam pomóc! To też z własnego doświadczenia mówię! 

Jeśli nie masz jeszcze olejków, albo kupujesz gdzieś w necie i nie wiesz co z nimi zrobić, to doskonale trafiłaś. Bo kupując w sklepie doTERRA (tu jest link do zakupów ID:4562202) masz nie tylko gwarantowaną zniżkę, ale przede wszystkim oparcie we mnie – możesz zawsze o wszystko zapytać, a ja postaram Ci się pomóc, by Twoje olejki nie stały na półce, bo tak, to one nie zadziałają!

Prezenty!

A do Twoich pierwszych zakupów w styczniu możesz otrzymać dyfuzor Bubble i cytrusy takie jak pomarańcza czy cytryna. Jak to zrobić? Ty do mnie piszesz, a ja pokazuję Ci jak to wszystko zoptymalizować i wyciągnąć jak najwięcej dobra dla siebie! Dostajesz link promocyjny i klik, klik i gotowe!

A jak Cię kuszą olejki, ale ciągle się wahasz: to nie musisz kupować ich w ciemno: zawsze możesz wypełnić ankietęi otrzymać darmowe próbki, by sprawdzić działanie olejków w domowym zaciszu!

Może Cię zainteresować:

Czym są olejki eteryczne?

Olejki eteryczne to naturalne lotne związki aromatyczne, występujące w roślinach. Pozyskujemy je metodą destylacji parą wodną lub tłoczenia na zimno z różnych części roślin: łodyg, liści,

Czytaj więcej »
Już 0 osób czyta ten newsletter

dołącz do nich!!!