Mówi się powszechnie, że w marketingu sieciowym mogą pracować wszyscy i odnieść sukces. Jednak im sama dłużej pracuję, tym widzę, że jednak zdecydowanie nie jest to biznes dla każdego. O ile różne umiejętności można nabyć w trakcie pracy, wszak to stały rozwój, to jest jedna rzecz, a w zasadzie to dwie, bez których jest trudno zacząć, by skończyć z sukcesem. Co obstawiasz?

Pieniądze w MLM

Tak jak w każdej firmie, w każdy systemie zatrudnienia/ działalności można zarabiać duże i małe pieniądze. I śmiem twierdzić, że w większości sytuacji zależy to od zaangażowania w pracę, relacji i mądrego zespołu/ szefa. Niekoniecznie od znajomości, na które wszystko tak chętnie zrzucamy, próbując usprawiedliwić brak swoich osiągnięć. Swoją drogą to przykre, gdy próbujemy deprecjonować czyjeś sukcesy, z czystej zazdrości, zawiści i tego, że nam się nie powodzi. Ale o schematach i przekonaniach o sukcesie i porażce, będzie innym razem.

W MLM jest podobnie. Im większe zaangażowanie w pracę, szczególnie w działania które przynoszą dochód, a nie tylko te, co zajmują czas i nic z tego nie wynika, tym większe zarobki. Ale na to trzeba czasu. Bo tu nie startujemy z żadną gwarantowaną minimalną pensją. I dlatego osoby, które chcą mieć wysokie wyniki, powinny mieć właśnie te 2 cechy. Jakie?

Cierpliwość i umiejętność długofalowego myślenia/ planowania.

Cierpliwość.

Gdy popatrzycie na wykres poniżej (zaczerpnięty z tego przewodnika – przejrzyjcie cały!) widać, że na początku zarabiamy niewiele. 250 euro po 4 miesiącach pracy? Eeeee… nie chce mi się. Nie opłaca się. Nie mam czasu.

To często słyszymy od osób, z którymi rozmawiamy o możliwościach biznesowych doTERRA. Większość z nich nie ma cierpliwości, nie chcą czekać na wyższe zarobki. Chcą tu i teraz. Ok, szanuję to i robię swoje. I nie tracę cierpliwości i pracuję dalej, by przyszły do naszego zespołu osoby, które cierpliwości mają pod dostatkiem.

Te pierwsze prowizje w doTERRA porównujemy często do pieniędzy, które mogę mieć za wynajem kawalerki. Załóżmy taki scenariusz, że Ty i ja zaczynamy od zera. Każda z nas ma 300 euro na wkład własny w rozwój swojej firmy/ dochodu pasywnego. Ja wybieram olejki, Ty wybierasz nieruchomości. Ja kupuję zestaw olejków (mogę nawet wydać tylko połowę, wystarczy na start!), a Ty…? Być może zainwestujesz, odłożysz, albo wydasz na konsultację ze znawcą rynku nieruchomości. Przez 4 miesiące ja będę robić spotkania, uczyć o olejkach, szkolić się, poświęcając na to 5-6h w tygodniu, czasem wyrwanego rodzinie, czasem kosztem swoich pasji. Ale robię to świadomie. Po tych 4 miesiącach będę miała pieniądze na swoje comiesięczne zamówienia produktów, których używam i w domu i w pracy oraz dodatkowe 250 euro na moje potrzeby czy zachcianki. A Ty? Czy przez te 4 miesiące odłożysz 300 000pln by kupić kawalerkę na wynajem i zaczniesz na tym zarabiać?

Czas i tak mija.

Mój produktywnie. Małymi krokami, jak to mówią: grosik do grosza… i ta prowizja będzie rosła. Ja zaczynałam biznes z niespełna roczną Ninką. Byłam nazywana tą złą matką, która ciąga dziecko na spotkania, zamiast siedzieć z nią w domu, ewentualnie w piaskownicy. Bolało to, ale wiedziałam, że jak uzbroję się w cierpliwość, to te pieniądze będą rosły i rosły, ale to co najważniejsze, odzyskam czas. I dziś nie nazywam tego poświęceniem. Nazywam to inwestycją. I to była jedna z moich lepszych inwestycji, nie tylko biznesowych, ale życiowych.

Miałam wybór. Nina do żłobka, a ja powrót na etat. I mijanie się, my z mężem w ciągłym pędzie, a ona cały dzień w placówce. Dlatego wolałam być przez kilka miesięcy tą „złą matką”, aby jednak w żłobku była tylko kilka godzin z rówieśnikami, a nie od otwarcia po zamknięcie. Każda z nas ma wybór. Ale nie każda ma tyle cierpliwości, by iść za swoimi marzeniami. A czas i tak mija.

Dla jasności: dane na tym wykresie to statystyka europejska. Są wśród nas osoby, które do tych 250 euro doszły w miesiąc, a są też takie, którym zajęło to 6 miesięcy. Jedne kraj rozwijają się szybciej, inne wolniej. To jest wykres możliwości. I tak naprawdę od nas zależy, jakie cele sobie postawimy. Bo to co zaplanujemy, to to osiągniemy.

Ale lećmy dalej, bo umówmy się, jak ktoś chce pracować i zarabiać, to nie przyszedł tu tylko po 250 euro miesięcznie. Do tej cierpliwości (szczególnie w kontekście odroczonej gratyfikacji) warto dodać jeszcze jedną cechę, która pięknie idzie w parze.

Umiejętność długofalowego myślenia / planowania.

Czy cierpliwość nie wystarczy? Wszak jak będę cierpliwie znosić to, że mnóstwo ludzi jednak jeszcze nie jest zainteresowana olejkami ani biznesem, ale jak mróweczka działać, to przecież będę miała efekty. Tak! Jak najbardziej! Jednak okazuje się, że cierpliwość to za mało. Bo gdy nie widać spektakularnych rezultatów: zarób milion w 2 miesiące… (jak ktoś tak mówi, to uciekajcie!) bla… bla…bla…, to ciężko to czekanie w działaniu utrzymać na wysokim poziomie. I tu niezbędna jest umiejętność długofalowego myślenia / planowania. Na szczęście da się tego szybko nauczyć. Każda z nas ma w sobie taki przycisk „marzenia odłożone na później”. Trzeba go włączyć. Będzie stawiał opór:

  • to i tak bez sensu
  • mnie się to nie uda
  • już tyle razy próbowałam
  • nie zasługuję
  • poczekam, aż będę miała więcej czasu czy pieniędzy

Litania będzie długa. Ale trzeba wcisnąć, wciskać, naciskać, przytrzymywać aż zaskoczy. Po co jest nam to potrzebne? Już tłumaczę.

Więcej o włączaniu guzików w biznesie mówię na naszym 21 dniowym szkoleniu. Możesz się na nie zapisać w dowolnym momencie i dołączyć do grupy kursowej i otrzymać dostęp na 12 miesięcy. Koszt kursu to 2100 pln. A jeśli zdecydujesz się ze mną współpracować, otrzymujesz szkolenie w pakiecie, z nieograniczonym dostępem, także do aktualizacji!

Wykonujemy naszą pracę w jednym celu: aby zarobić pieniądze. Cudownie, jeśli daje nam to satysfakcję, jest naszą pasją, rozwiązujemy problemy klientów. Ale pracujemy by mieć pieniądze. Bo przecież satysfakcją, pomaganiem czy pasją nie wypełnimy lodówki i nie zapłacimy za rachunki. Sama przez lata zmagałam się z ograniczającymi przekonaniami na temat pieniędzy, dziś cieszę się, że w dużej mierze mam to poukładane w głowie i nie jest to temat tabu. Pieniądze nam są potrzebne i im więcej ich mamy, tym lepsze życie możemy wieść i tym większej liczbie potrzebującym możemy pomóc. I to jest ok.

I aby tak się działo, aby tych pieniędzy było więcej musimy wiedzieć po co one nam w ogóle są potrzebne? Co z ich pomocą chcemy osiągnąć? Jaki mamy plan na nasze życie. I tu jest to długofalowe myślenie niezbędne! Bo jeśli moim mottem byłoby: jakoś to będzie, się zobaczy później… to nie zrobię tego biznesu nigdy. Musimy mieć cel finansowy. I mądrze go zaplanować w czasie. W tym celu znów sięgamy do naszego przewodnika Build, patrzymy na średnie zarobki w określonym czasie i liczymy i planujemy. Jeśli moim celem krótkoterminowym jest np. wyjazd z rodziną na wakacje, to nie czekam do maja i nie później nie zastanawiam się skąd wziąć pieniądze albo co gorsza nie rezygnuję z tego planu/ marzenia, tylko już dziś przechodzę do działania. Moim pierwszym celem finansowym było osiągniecie stałej kwoty min. 3500pln (netto), która miała mi zastąpić moją pensję z ministerstwa. Pozwólcie, że na tym przykładzie wytłumaczę Wam tę długofalowość.

Osiągamy cele finansowe.

Moim celem było pożegnanie się z etatem. Bo nie chciałam się prosić o każdy dzień wolnego. Bo nie chciałam, aby moja praca była oceniana przez pryzmat sympatii/antypatii i humorów szefostwa, a nie moich kompetencji i zaangażowania. Bo nie chciałam spędzać 2,5h na dojazdach. Bo chciałam mieć i czas dla dziecka i męża (i kota) i rozwijać się zawodowo (i osobiście). Bo chciałam pracować w przyjaznym środowisku. Bo chciałam działać zgodnie z moimi wartościami. Bo chciałam wykorzystywać swoje talenty i naturalne predyspozycje. Bo chciałam pomagać innym. Czyli wiedziałam czego nie chciałam i czego chciałam. Jak to określiłam, to to przeliczyłam. I wyszło mi na tamten czas, że faktycznie te 3500pln netto będą wystarczające. Miałam 6 miesięcy, aby dojść do takiego poziomu, żeby te finanse mi się spięły. I absolutnie nie chodziło o to, aby jednorazowo zarobić taką kwotę, ale aby ją utrzymywać i powiększać. I było tak, że jak już się zbliżałam do tej kwoty, to od razu przychodziło mi do głowy milion innych pomysłów, więc naturalnie ją powiększałam.

Teraz działanie.

Jednak, żeby do tego założonego pułapu dojść trzeba działać i monitorować swoje postępy. Gdy idę na spotkanie to zawsze z intencją, by dana osoba odnalazła to czego potrzebuje (nawet jeśli odnajdzie to, że to nie są olejki) oraz z intencją, bym ja spotkała osobę z którą będzie nam się fajnie współpracowało. Nie chodzi o to, by dziś zamknąć sprzedaż, bo wpadły dodatkowe euro. Tak, to jest ważne, ale trzeba myśleć dalej, bo to euro tu i teraz nie rozwiąże mojego wyzwania, które sobie postawiłam. Oczywiście liczę i analizuję każdą cotygodniową prowizję, sprawdzam obrót w organizacji, bo to mi pokazuje na jakim etapie drogi jestem. Ale to jest właśnie etap. Nie meta. Często było tak, że myślałam, że to nie ma sensu. Że mi się nie uda. Jednym słowem wyłączał się wciśnięty guzik. Wtedy patrzyłam na sukcesy innych liderek i myślałam, że skoro one potrafią, to ja też. Patrzyłam na te wykresy prowizji, na to, że za każdą wyższą rangę rośnie pula bonusów, że po prostu trzeba z tego skorzystać. Że jeśli osiągnę rangę np. Premier, to znaczy, że pomogę co najmniej 2 osobom w moim zespole, aby miały swoje darmowe olejki i dodatkowe pieniądze na małe przyjemności (albo pilne potrzeby). I na początku trzęsły mi się nogi, bo bałam się, że gdy ktoś zapyta ile zarabiam na start i że jak powiem, ze np. 300-400 euro, to będą kpiny, że co to za biznes. Później zrozumiałam, że ludzie nie mają pojęcia jak działa marketing sieciowy i przestałam się tym przejmować.  Dziś wysyłam im ten film edukacyjny:

Zarabianie na pomaganiu jest piękne.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zarówno apetyt na większe prowizje, a u one też apetyt na to, że mam większą moc i zasięgi, by realizować swoje powołanie. A na nowo odkryłam je właśnie tu. Napiszę o tym kiedyś oddzielny tekst. Długie godziny spędziłam na studiowaniu planu marketingowego doTERRA, zanim nauczyłam się na niego patrzeć nie z mojej perspektywy, ale z perspektywy rzeszy osób, które też wyciągną z tego jak najwięcej korzyści. Jasnym jest, że robię to co robię głównie dla siebie i dla moich bliskich. Chyba każdy z nas tak ma, mam nadzieję… I dlatego tak ważne jest zrozumienie, że im większej liczbie osób pomogę, tym sama szybciej będę mogła „odcinać kupony”, a jest to bardzo przyjemne. Tu każda strona wygrywa.

Dlatego nie możemy skupiać się tylko na tych prowizjach, które do nas wpływają tu i teraz. Warto myśleć o tych, które na nas czekają. Warto szukać ludzi, którzy chcą zmian na lepsze. Mnóstwo moich klientek odbiera swoje olejki za darmo. Mamy setki osób, które dzielą się olejkami i tak naprawdę przy okazji zarabiają właśnie dodatkowe pieniądze. Kolejna grupa to osoby, które prowizjami z doTERRA mocno wspierają swój domowy budżet i my, które zmieniłyśmy pracę albo doTERRA jest dla nas kolejnym źródłem dużego dochodu. A wszystko zaczęło się od tego, żeby pokazać drugiej kobiecie, że może choć odrobinkę zmienić swoje życie. My pomagamy w tych zmianach i zostajemy za to sowicie wynagradzani.

Dlaczego niektórzy nie zarabiają?

Odpowiedzi może być kilka. Z moich obserwacji, najczęściej są to takie powody:

  • nie działają efektywnie. Są zajęci i marnują czas na rzeczy, które nie mają znaczenia. Zajętość a efektywność to dwie strony medalu. Od nas zależy, którą wybierzemy;
  • boją się zarabiać pieniądze, a wynika to z różnych przekonań, często wyniesionych z dzieciństwa i tak samo często nieuświadomionych. Piszę to z pełną odpowiedzialnością, bo sama tak miałam i jeszcze wiem, że nie wszystko poczyściłam w głowie, ale jestem na dobrej drodze;
  • czekają na cud, szczególnie taki, że liczą, że samo się zrobi. Owszem, są tacy, co im się samo robi, ale pewnie kiedyś odbije im się to czkawką. Karma to karma, wraca w każdą stronę;
  • jest im wygodnie i choć mówią, że chcą zarabiać, nie mają wewnętrznego ognia, aby to zmienić. I albo czekają aż coś dupnie (i wtedy jest zwykle za mało czasu, by rozhulać MLM) albo aż sytuacja sama się naprawi.

Jednak najczęstszą przyczyną jest to, że nie zadali sobie pytania, czego ja tak naprawdę w życiu chcę? Jak moje życie ma wyglądać? Decydują się na życie „jest w miarę ok, nie ruszajmy”. A za tym kryje się albo strach przed porażką, albo – i to częściej, strach przed sukcesem, podsycany fałszywą skromnością i niewidzialną smyczą „nie wychylaj się przed szereg” oraz obawa przed oceną. Tak, piszę z autopsji. Są jeszcze osoby, które mają tę wizję, ale po prostu nie wierzą, że jest to możliwe. Wszystko jest w głowie.

Mam czas.

Jednym z ważniejszych dla mnie aspektów pracy w marketingu sieciowym było odzyskanie czasu. Co to znaczy? Włączyłam myślenie / planowanie długofalowe na azymut czas. Czyli: jeśli teraz(szczególnie na początku) zaangażuję się na 200%, to szybciej stworzę grupę fanek naturalnych rozwiązań czy elastycznej formy pracy. Dziś mogę mieć jedną klientkę. Jutro drugą, pojutrze 3 następne. Oj jak mało, na trzech klientkach nie da cie zbudować imperium i tyle trzeba zachodu… myślicie tak? Bo nie używacie kompasu. Ta jedna klientka, którą się zaopiekuję, podzieli się olejkami ze swoją koleżanką. Może już jutro, a może za pół roku. A potem z kolejną i następną. Ja to widzę i dzięki temu tego też doświadczam. Widziałam w każdej osobie szansę i możliwości a nie wyzwana i trudności. I to mi dziś procentuje czasem. Szybko zrozumiałam, że pełne zaangażowanie, inwestowanie i współpraca przyniosą mi czas. I to jest bezcenne.

A Ty masz czas…?

Dziś siedzę i piszę dla Was ten tekst. Piszę, bo lubię i wiem, że któraś z Was potrzebuje tego, by to przeczytać. Ale nie
muszę tego robić. Robię, bo mogę, Bo mam czas. Wybrałam pisanie zamiast spaceru po lesie. Poczekam, aż przestanie tak śnieg padać i pójdę wtedy na przechadzkę. Ale kiedyś rezygnowałam z mediów społecznościowych, ogarniania domu, czasem spotkań towarzyskich, książek (tych dla odmóżdżenia, a nie tych rozwojowych). Ok, nigdy nie sadzałam dzieci przed telewizorem, aby popracować, ale na takie „poświecenie” nie było mnie stać mentalnie. Na szczęście. Poświęcałam czas, siebie, pieniądze. Bo wiedziałam dokąd chcę dojść. I narysowałam sobie tę drogę. Ale wymagało to ode mnie poparzenia dalej. Dziś też patrzę daleko, bardzo daleko. I wiem, że to się wszystko zmaterializuje. I oczywiście często bym chciała, już teraz, natychmiast! I wtedy wracam do początku i uzbrajam się w absurdalną cierpliwość.

Sukces w MLM!

W październiku awansowałam na kolejną rangę: Diamond. Jest nas teraz 5 w Polsce i czekamy cierpliwie (bo niecierpliwość nic nie da), aż dołączą do nas kolejne osoby! Tak jak zaplanowałam, tak zrobiłam. I Ty też możesz! Naprawdę! Marzę o naprawdę wielkiej społeczności kobiet, które już nie muszą zachrzaniać. Które mogą żyć lepszym życiem i wspierać innych w tworzeniu lepszego życia dla nich. I wierzę, że jest to do zrealizowania.

Czy jestem zadowolona ze swojej prowizji? Oczywiście. Jeśli przeliczę to na stawkę godzinową, to jest bajka! I dziś zastanawiam się, jak kiedyś mogłam poświęcać całe dnie na pracę, gdzie dostawałam 25pln/h. Nie było przestrzeni na taki rozwój, na wspierani się, wielopłaszczyznowe działania. Dzięki temu nauczyłam się cenić siebie, swój czas i zasoby. Nie było to łatwe, ale warto było ciut się poboksować z tematem. To przecież tylko kwestia podjęcia decyzji. I cierpliwe do niej dochodzenie, z perspektywą nie dnia jutrzejszego, ale wielu miesięcy i lat do przodu! Zrób to dla siebie!

Jeśli cokolwiek z Tobą zarezonowałlo, to się cieszę! I pamiętaj, że bez względu na to, czy dopiero rozważasz działanie, czy działasz już w moim lub innym zespole, zawsze będę trzymać kciuki, aby każda z nas wzrastała i żyła swoim wymarzonym życiem!

Dziękuję, za wszystkie dobre słowa i komentarze oraz udostępnienia!